„Mistrz”. Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski. Bokser, który bił nazistów w Auschwitz.

przez Monika Tarka-Kilen

Przedwojenny mistrz Warszawy w wadze koguciej Tadeusz “Teddy” Pietrzykowski, więzień numer 77, stoczył podczas trzyletniego pobytu w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, kilkadziesiąt zwycięskich pojedynków na ringu, w których stawką było jego życie. Dla współwięźniów stał się symbolem nadziei na przetrwanie i pokonanie nazistowskiego terroru.

Pamięć o słynnym pięściarzu przywołał swoim filmem „Mistrz” reżyser Maciej Barczewski. Film trafił do kin 27 września. Zostanie także zaprezentowany w Konkursie Filmów Międzynarodowych na XIII Festiwalu NNW w Gdyni. Festiwal odbędzie się pomiędzy 29 września a 2 października. Obok filmu pojawi się też druga produkcja zainspirowana postacią pięściarza – animowany teledysk rapera Bastiego do piosenki „Teddy”. W księgarniach z kolei, pojawiła się książka pt. „Mistrz”, osobiste wspomnienia legendarnego boksera z KL Auschwitz zebrane przez jego córkę Eleonorę Szafran.

Niebieskie łagodne oczy i niezmącony wyraz pogody mogą zmylić wielu niewtajemniczonych. Pomyśli sobie taki jeden z drugim: »ot, chuchro«. A tymczasem »chuchro« może wrzepić takie cięgi, o jakich się wielu nie śniło! Jeśli tego młodzieńca o nieskalanej twarzy spotkacie przypadkiem na swej drodze, ustąpcie mu przezornie miejsca – pisał tuż przed wojną o Pietrzykowskim dziennikarz „Przeglądu Sportowego”.

Pięściarz urodził się w Warszawie 8 kwietnia 1917 roku. Wychował się w rodzinie inteligenckiej. Matka Sylwina Bieńkowska uczyła w jednej ze szkół podstawowych w Warszawie. Ojciec Tadeusz Pietrzykowski, absolwent Politechniki Warszawskiej, pracował jako projektant i inspektor nadzoru rozbudowy warszawskiego węzła kolejowego. Po śmierci ojca, żeby poprawić warunki materialne rodziny, młody Tadeusz wynajmował się do różnych prac domowych, udzielał korepetycji, uczył jazdy na łyżwach, a nawet, dzięki zdolnościom artystycznym, wykonywał rysunki dla studentów Akademii Sztuk Pięknych. Potem przez całe swoje życie wolnych chwilach malował i rozwijał swój talent.

Swoją przygodę z boksem zaczął już w gimnazjum, trenując m.in. pod okiem słynnego Feliksa Stamma. Był wicemistrzem Polski i mistrzem Warszawy w wadze koguciej. W 1939 roku jego kariera nabierała tempa. Po tym, jak zdobył mistrzostwo Warszawy, a prasa okrzyknęła go „człowiekiem o żelaznej woli i pięściach ze stali”, postanowił zwalczyć o mistrzostwo Polski. Dotarł do półfinału. Był to jego największy sportowy sukces.

We wrześniu 1939 roku zgłosił się do służby w 1. Baterii Obrony Warszawy a później ruszył w stronę Francji chcąc dołączyć do tworzących się tam polskich sił zbrojnych. Na miejsce nie dotarł bowiem w lutym 1940 roku tuż przy granicy Węgier z Jugosławią zatrzymała go węgierska żandarmeria. Przetrzymywany w różnych więzieniach ostatecznie 14 czerwca 1940 roku trafił do Auschwitz.

Pierwszą walkę w obozie stoczył w marcu 1941, wygrywając z niemieckim kapo Walterem Dunningiem, przedwojennym wicemistrzem Niemiec w wadze średniej. W KL Auschwitz Teddy stoczył według różnych szacunków od 40 do 60 walk i przegrał tylko raz z holenderskim mistrzem w wadze średnie Leenem Sandersem. Boksował się niemal w każdą wolną niedzielę dla rozrywki esesmanów i dla chleba. Za wygrany pojedynek dostawał jedzenie, którym mógł dzielić się z innymi więźniami.

Towarzyszyła mi jedna natrętna myśl: za walkę dają chleb. Byłem głodny. Głodni byli również moi koledzy”- tłumaczył swoją motywację.

Stawał do walki z dobrze odżywionymi kapo, często z zawodowymi bokserami, którzy byli o kilka wag ciężsi od niego. Nie zważał, że przegrana grozi śmiercią – ryzykował życie, żeby przeżyć. W Auschwitz stoczył kilkadziesiąt pojedynków bokserskich, wygrywając niemal wszystkie, a potem boksował też w innych hitlerowskich obozach, w których był przetrzymywany aż do 1945 roku.

Ciekawostką jest, że w obozie pięściarz miał bliski kontakt z rotmistrzem Witoldem Pileckim, został także członkiem założonego przez niego Związku Organizacji Wojskowej. Maksymilan Kolbe w Auschwitz-Birkenau zwracał mu uwagę na potrzebę hamowania emocji i agresji mimo otaczającego zła.

Niestety, najprawdopodobniej znajomość z Pileckim w dużym stopniu zaważyła na jego powojennych losach. Zmuszony opuścić rodzinną Warszawę oddał się pracy z młodzieżą. Jeszcze w obozie w Neuengamme po jednej z wygranych walk bokserskich przyrzekł sobie, że jeżeli przeżyje to piekło, całe swoje życie poświęci młodzieży.

Żeby nie musiała walczyć o życie, żeby nigdy nie była głodna, żeby była zdrowa i silna, żeby mogła ucząc się, uprawiać sport.

Słowa dotrzymał. Został uwielbianym przez uczniów nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem.

Jak dowiadujemy się ze wspomnień jego córki, kultywował pamięć o dobrych i szlachetnych ludziach poznanych w piekle Auschwitz – o Polakach i Niemcach – bez których być może by nie przeżył. W swoim pokoju stworzył przejmującą ścianę pamięci, na której wyrył sześć numerów obozowych swoich najbliższych przyjaciół. Umieścił tam również znak Polski Walczącej, kawałek drutu kolczastego i skrawek pasiaka.

Chętnie opowiadał swoje historie osobom, które zawodowo zajmowały się pisaniem i publikowaniem. Dzięki takim opowieściom, których wysłuchał Józef Hen, powstałą książka „Bokser i śmierć”, według której nakręcono film słowackiego reżysera Petera Solana. Niestety, pisarz nie wspominał w wywiadach, że opisuje między innymi walki Tadeusza Pietrzykowskiego.

Sam pięściarz wielokrotnie chciał wydać swoje wspomnienia, ale zawsze na przeszkodzie stawali albo niekompetentni ludzie albo polityka. Jak wspomina Eleonora Szafran, zapowiadając wydanie książki „Mistrz”.

Często widziałam, jak pochylony nad biurkiem godzinami robił notatki, jak przypominał sobie bolesne zdarzenia sprzed wielu lat. Pragnął zostawić po sobie coś jeszcze, co byłoby bardzo wartościowe dla następnych pokoleń. Teraz więc moja kolej, żeby spróbować spełnić życzenie taty i w końcu opublikować jego wspomnienia, tym samym ocalić pamięć o nim. O Teddym, obozowym Mistrzu Wszechwag.

Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski zmarł nagle 17 kwietnia 1991 roku. Teraz jego przeżycia zostają pięknie opowiedziane i miejmy nadzieję na długo zostaną w pamięci Polaków.

 

Polecane artykuły

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Akceptuj Czytaj więcej