Wywiad z Marią Wittner – bez walki nie ma wolności

przez Administrator

Z gościem specjalnym Festiwalu NNW Marią Wittner, uczestniczką Powstania Węgierskiego, skazaną na karę śmierci, więzioną wiele lat przez reżim komunistyczny, posłanką Fideszu, rozmawia Attila Szalai.

Attila Szalai – dziennikarz, politolog, tłumacz, pisarz, były dyplomata. W latach 1989-1991 warszawski korespondent, a następnie na Węgrzech członek kolegium redakcji pierwszego niezależnego dziennika o niekomunistycznym rodowodzie „Dátum”. W latach 2009-2013 radca prasowy i kulturalny, a następnie pierwszy radca (zastępca ambasadora) w Ambasadzie Węgier w Warszawie.

Przyjechała pani rok temu na Festiwal NNW, jakie były Pani wrażenia?

To wszystko, co tu zobaczyłam, mną wstrząsnęło. Byłam bardzo wzruszona. Festiwal NNW jest bardzo ważną inicjatywą. Należy programowo uczyć następne pokolenia o tym, co naprawdę się działo w systemach totalitarnych. Nazizm został rozliczony, a z komunizmem obchodzi się do dziś jak ze zgniłym jajem. Ciagle próbuje się go wybielać i usprawiedliwiać. Koszmar! Ale na Festiwalu NNW widziałam dużo młodzieży, która czuje historię i ma świadomość, że wszyscy żyjemy w jednej wielkiej, tradycyjnej, wielopokoleniowej rodzinie. W takiej rodzinie dziadkowie, pradziadkowie, ojcowie, babcie i matki dzień w dzień przekazują w praktyce swoje doświadczenia. Uważam, że tylko w ten sposób możemy uniknąć, „powtórki z rozrywki”. To jest wielka prawda, że ci, którzy nie znają przeszłości, będą skazani na ponowne przeżywanie różnych tragedii. Festiwal NNW przypomina historię i ją dokumentuje. Chętnie bym zainicjowała podobne przedsięwzięcie u nas na Węgrzech. Jak na razie robię, co w mojej mocy: jeżdżę po kraju, po szkołach, prowadząc lekcje historii. Jestem bardzo wdzięczna, że znów zostałam zaproszona do Gdyni. Wygląda na to, że jest to już, w pewnym sensie, festiwal polsko-węgierski. A mamy się czego uczyć z tysiącletniej wspólnej historii naszych narodów.

Co pani najbardziej zapadło w pamięć, czy zaskoczyło w naszym kraju?

Jesteście dużo bardziej optymistycznie nastawieni niż Węgrzy, mimo że spotkały was na przestrzeni dziejów takie tragedie. Polski nie było na mapie Europy przez 124 lata, a mimo tego w ciągu dwudziestolecia międzywojennego potrafiliście odbudować kraj. W tym roku Polska obchodzi 100-lecie odzyskania niepodległości. Zachód zdradził was wielokrotnie, tak jak i nas w Trianon, kiedy Węgry skazano na utratę dwóch trzecich historycznego terytorium kraju i odłączono od nas jedną trzecią węgiersko języcznej ludności. W 1956 roku również nie mogliśmy liczyć na Zachód. Jednak u nas to wszystko wywołało głęboką depresję, a u was wzmógł się jeszcze większy opór. Ruch Solidarności odwoływał się między innymi do Węgierskiego Października i w końcu rozsadził system komunistyczny. I jeszcze jedna sprawa. Kto pamięta, jak wyglądała Polska w 1989 roku, jakie warunki życia panowały, powinien uchylić kapelusza przed postępem: Polska obecnie prezentuje się jako kraj autentycznie europejski, w najlepszym tego sensie. Szanuję też wasze mocne przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Nasz kontynent powinien czym prędzej do nich powrócić, jeśli nie chce zatonąć w zamęcie, jaki sam wywołał swoim bezgranicznym libertynizmem.

Po powstaniu węgierskim Polacy masowo oddawali krew dla Węgrów. Czy ciągle widać wspólną nić między Polakami a Węgrami? Pewną wspólnotę losów?

Mało tego, że Polacy masowo oddawali krew, to po podsumowaniu pomocy i darów z całego świata okazało się, że pomoc z Polski przewyższała wszystkie inne! I to wsparcie pochodziło z kraju, który był niesamowicie zniszczony działaniami wojennymi. Długo mogłabym wyliczać, jak byliśmy złączeni losem przez przeszło tysiąc lat historii, ale chyba najbardziej plastycznie obrazuje to fakt, że przez wieki mieliśmy ponad 500 kilometrów wspólnej granicy i była ona najmniej konfliktową granicą w całej Europie. Zawsze mogliśmy wzajemnie na siebie liczyć. Powinniśmy być tego świadomi.
Mamy mocne fundamenty, na których można oprzeć nasz wspólny dom. Jestem przekonana, że odnowa Europy jest w naszych rękach, a to jest wielka, epokowa odpowiedzialność. Ale wypróbowani przyjaciele dadzą temu radę. Ale nie wystarczy powtarzać: „Polak, Węgier, dwa bratanki” i wspominać stereotypowe oznaki sympatii. Naszą przyjaźń każde pokolenie musi wypełniać nową treścią.

„Jestem przekonana, że odnowa Europy jest w naszych rękach, a to jest wielka, epokowa odpowiedzialność”.

 

Polecane artykuły

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Akceptuj Czytaj więcej